poniedziałek, 27 stycznia 2014
One Shot ~ Najpiękniejsze jest w życiu to, że kiedyś się kończy...
"Czasami miłość to najgorsze, co może spotkać człowieka..."
Jest 13 lutego 2014 roku. Spokojny dzień na przedmieściach Paryża. Ulicą idzie młoda dziewczyna, ma około 17-18 lat, ale wygląda na starszą. Jej twarz zdobi zmęczenie i smutek, nie umniejsza to jednak jej urody. Blond włosy powiewają na wietrze, okalając jej oblicze niczym aureola. Fioletowe oczy przepełnione żarem otoczone są ciemnymi rzęsami. Wydatne kości policzkowe wyraźnie odznaczają się na jej twarzy. Ubrana jest w delikatną, sięgającą połowy ud tunikę koloru czarnego z napisem "La vie était mon rêve, maintenant c'est la mort", srebrne rurki i czarne martensy. Do tego melonik w tejże barwie i srebrny naszyjnik. Widać, że próbuje odnaleźć siebie, ale zatrzymała sie w połowie drogi.
Dziewczyna ma dzisiaj urodziny, które po raz kolejny spędzi sama w ciasnym mieszkaniu. Nikt nie przyjdzie złożyć życzeń, nie da prezentu. Kolejna bezsensowna uroczystość, którą będzie wspominała jako szarą i nudna, jak całe życie.
Po drugiej stronie ulicy stoi chłopak, ciemnowłosy, w lekkimi dołeczkami. Jego orzechowe oczy wpatrują się w dal. Próbuje poukładać sobie w nowym życiu, w nowej szkole, z nowymi ludźmi. Tęskni za latami dzieciństwa , gdy wraz z siostrą bawił się na placu, jego rodzice jeszcze żyli, a on nie był sierotą.
Tej dwójce nigdy nie było przeznaczone zaznać szczęścia. Nie mieli rodziny, radości i miłości w życiu.
A teraz zmienimy lekko bieg tej historii. Zamknij oczy i policz do trzech...
Raz...
Dwa...
Trzy!
Od tego momentu przeznaczenie dziewczyny i chłopaka zostało związane na zawsze.
Obydwoje szli ulicą z różnych stron. Mijając się nagle poczuli, ze w ich szarym świecie pojawia się jakaś nieznana barwa, może czerwień, może zieleń, nieważne, ważne, że rozświetliła dusze zagubionych. Zatrzymali się i stali wpatrywali w siebie nawzajem.
Brunet postanowił w końcu przerwać milczenie:
- Cześć... Jak masz na imię?
- Madeleine, a ... Ty ?
- Gregory. No więc… gdzie idziesz?
- Nigdzie. Szukam miejsca, w którym uwolnię się od bólu – spochmurniała.
- To ja idę z Tobą – wyszczerzył się chłopak. – Mam ten sam problem.
- Taak? – spytała niezbyt inteligentnie. – A Ciebie jak ukarał los?
- Zabił mi rodzinę – odpowiedział bez zastanowienia Gregory.
- Okey, jeśli zabolało, to przepraszam.
- Nie, spoko. A Tobie co zrobił?
- Widziałam jak jakaś kobieta zamordowała moich rodziców w Wigilię. Miałam wtedy 8 lat. Zdążyłam uciec, ale do tej pory mnie ścigała. Od dwóch miesięcy jestem wolna.
- Nie boisz się, że wróci?
- Oczywiście, że się boję. Ale ten strach nie może mnie paraliżować – oświadczyła z mocą.
- Dobra, może nie gadajmy o tym na ulicy – odezwał się chłopak rozglądając się nerwowo po okolicy. Od dłuższej chwili miał wrażenie, że ktoś ich obserwuje, a opowieść dziewczyny tylko je spotęgowała.
- Jak chcesz. U Ciebie czy u mnie?
- U mnie…
Żadne z nich nie zauważyło przyczajonej w cieniu postaci, przyglądającej im się od jakiegoś czasu. Ubrana na czarno, zaczęła iść ulicą za nastolatkami, wyglądając na pogrążoną w własnych myślach. W rzeczywistości jednak śledziła uważnie każdy ruch Madeleine.
- Teraz Cię mam… - mruknęła pod nosem przyspieszając kroku. – czekałam na to 9 lat i wreszcie mam okazję dokończyć dzieło. A Ty mi jeszcze ułatwiłaś sytuację, znajdując sobie chłopaka! Wystarczy zobaczyć gdzie mieszka…
* * *
- WOW… - szepnęła dziewczyna wchodząc do bogatego domu. – Ty tu mieszkasz?
- Niestety – powiedział najciszej jak umiał .
Hol zdobiły złote posągi, srebrne wazony i porcelanowe wazy. Z niewiadomych powodów cały dom wyglądał jak jakiś barokowy pałac, a nie mieszkanie piątki średnio zamożnych ludzi.
- No więc… - zaczęła Madeleine.- Jak tu trafiłeś?
Gregory opowiedział jej całą swoja historię, od epidemii w Rzymie, przez lata w domach dziecka, aż po przyjazd do Buenos Aires.
- Nieźle. W porównaniu z Twoim życiem moje to durna zabawa.
- Opowiadaj! – powiedział zaciekawiony chłopak.
Madeleine zrelacjonowała mu szybko całą swoją egzystencję, pobyty we wszystkich miastach w których kiedykolwiek mieszkała i ostatnie spotkanie z zabójczynią.
- Jaka Ty musiałaś być zrozpaczona! – wykrzyknął Gregory, po czym przytulił dziewczynę mocno.
Trwali w tym uścisku dobre 20 minut. Gdy w końcu oderwali się od siebie, chłopak delikatnie pochylił się nad nią i pocałował ją. Ona odwzajemniała pieszczotę.
Po tym zdarzeniu dużo rozmawiali, śmiali się z własnych przygód lub po prostu wpatrywali się w siebie z radością,
- A tak w ogóle… - zaczął Gregory. – Kiedy masz urodziny?
- Dzisiaj, Greg! – powiedziała dziewczyna. – Zastanawiałam się właśnie czy Ci powiedzieć…
- Ale ja nie mam prezentu dla Ciebie... - zmartwił się chłopak.
- Ależ Ty mi już coś dałeś - szepnęła mu do ucha Madeleine. - Dałeś mi siebie. A to jest dla mnie najważniejsze.
* * *
Podczas tego wszystkiego kobieta czająca się na zewnątrz obmyślała plan działania. Nie mogła działać od razu, tamta by nie cierpiała wtedy tak jak ona, po tym jak jej zleceniodawca dowiedział sie o porażce.
- Najlepiej dać jej trochę czasu... - mruczała do siebie. - Pogłębi więź, a ból dotknie ich obojga...
Zadowolona z siebie oddaliła się lekkim krokiem, pozostawiając za sobą mgiełkę perfum "L'assassin ou piégé?".
* * *
Szczęśliwa para nieświadoma niczego spędzała ze sobą coraz więcej czasu. Chodzili do kin, na spacery, zwiedzali muzea itd. Życie mijało im szybko.
Pewnego dnia, podczas romantycznego spaceru, zakochani usiedli na drewnianej ławeczce nad brzegiem Sekwany. Jak zwykle tematy do rozmowy podchodziły i m same do głowy.
Nagle Gregory klęknął przed zaskoczona dziewczyną, która patrzyła na niego jak na idiotę.
- Madeleine Pas De Chance, wiem, że jesteśmy jeszcze młodzi, ale czy wyjdziesz za mnie?
Zaskoczona chwilę stała nad nim, patrząc mu w oczy, by sprawdzić czy nie żartuje.
- Gregory... - chłopak zaczął się niepokoić. Madeleine mówiła do niego w ten sposób, gdy chciała by ustąpił. - Gregory... Ja... Oczywiście, że za Ciebie wyjdę!
Dziewczyna rzuciła mu się na szyję.
Do końca dnia byli razem, a gdy mieli się rozstać, chłopak pocałował ją na dobranoc.
* * *
Na taki dzień czekała kobieta. Szła jakiś czas za chłopakiem, a gdy wszedł w ciemniejszą uliczkę, walnęła go w całej siły w głowę. Zrobiła mu zdjęcie i zawlokła do swojej kryjówki. Zamknęła go w piwnicy, a zdjęcia zawiozła Madeleine.
* * *
Od czasu rozstania się z Greg'iem, dziewczynie towarzyszył dziwny niepokój. Gdy dotarła do domu wiedziała już o co chodzi. Na stole w kuchni leżały zdjęcia jej narzeczonego wraz z podpisem:
"Jeśli chcesz, żeby żył, przyjdź do swojego starego domu. Będę czekać.
Buziaczki, Violet"
Nie myśląć za wiele, wybiegła z mieszkania i popędziła do dawnego domu.
Gdy dotarła na miejsce wbiegła do niego i popędziła do piwnicy.
Zastała tam jej narzeczonego, związanego i zakneblowanego, a obok niego, kobietę ubraną na czarno, trzymającą pistolet wycelowany w głowę ukochanego.
- Zostaw go! - krzyknęła Madeleine.
- Znowu się spotykamy, Malheureux La fille - powiedziała.
- Nie jestem Twoją córką! Zabiłaś mi rodziców!
- Och, ma cherie, to ja jestem Twoją matką. A teraz ładnie pójdziesz ze mną na wieżę i skoczysz, albo Twój fiancé umrze tu i teraz.
- Uwolnisz go jeśli to zrobię? - spytała cicho dziewczyna.
- Oczywiście. Ale na górę pójdzie z nami, bym miała pewność, że wykonasz moje polecenie.
Po chwili wszyscy byli już na górze.
- Czyli... teraz mam skoczyć?
- Tak. Musisz wejść na stopień i zrobić krok w tył.
Madeleine wzięła głęboki oddech i wykonała jedno z poleceń.
- W końcu najpiękniejsze jest w życiu to, że kiedyś się kończy... - szepnęła do siebie.
Już miała odejść, gdy Violet złapała ją za ramię.
- Kochanieńka, patrz i ucz się - powiedziała, po czym strzeliła do Greg'a, jednocześnie spychając dziewczynę w dół.
I tak kończy się ta historia - dwa, życia, dwa szczęścia i jedna miłość.
Czy warto było dla niej umrzeć? Nie wiadomo. A co Wy myślicie - czy oni podjęli dobrą decyzję?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz